My big Chinese adventure!

Drukuj

Na praktyki w ramach programu AIESEC zdecydowałam się jako, można powiedzieć, „seniorka”, bo mając lat 29, czyli w ostatnim możliwym momencie, biorąc pod uwagę fakt, że zarówno wolontariat jak i praktyki w AIESEC są przeznaczone dla osób poniżej 30 roku życia. Nie zaskoczę tutaj nikogo stwierdzeniem, że warto, że zachęcam każdego, kto ma jakiekolwiek wątpliwości. Jedyne, czego mogłabym żałować, to fakt, że nie podjęłam takiej decyzji wcześniej. Ale od początku…

„Gap year” – pomysł, przygoda, decyzja, o której często czytałam, szczególnie w podręcznikach do języka angielskiego, z których korzystałam w swojej pracy w szkole. Tak, jestem nauczycielką języka angielskiego. „Gap year” był od zawsze terminem, który rozpalał moja wyobraźnię i przenosił myślami w przeróżne zakątki świata. Bynajmniej nie chodziło mi o poznawanie nowych miejsc z perspektywy turysty. Chciałam wniknąć w nową rzeczywistość jako nowy „tubylec”, który rano rusza do pracy, korzystając ze środków komunikacji, po pracy robi zakupy, organizuje sobie czas wolny na własną rękę, a do roli turysty powraca np. w weekendy lub w święta państwowe, zwiedzając te bliższe i te trochę bardziej odległe atrakcje turystyczne. Po długich walkach ze strachem i innymi słabościami, pomysł zaczął się materializować i stateczna nauczycielka języka angielskiego z końcem sierpnia wyruszyła do Chin.

Czemu Chiny? Przede wszystkim zaważyło kryterium bezpieczeństwa, ale też chińska agencja kusiła najbardziej atrakcyjnymi warunkami pracy: mieszkanie opłacane przez szkołę, w której miałam pracować, posiłki również zapewnione przez miejsce pracy. Dodatkowo, pokrycie kosztów podróży do Pekinu, gdybym chciała zwiedzić stolicę (oczywiście, że chciałam!). We wrześniu zaczęłam pracę w gimnazjum w mieście Chenzhou w prowincji Hunan w południowych Chinach. Moim zadaniem było uczenie konwersacyjnego angielskiego we wszystkich klasach z ósmego rocznika. Zadanie niełatwe, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że każda klasa liczyła 60 i więcej trzynastolatków. Do nowych realiów można było się jednak szybko przyzwyczaić, co na pewno ułatwiał entuzjazm i energia moich uczniów oraz… mikrofon w każdej pracowni. Biały kolor skóry podnosi nauczyciela w chińskiej szkole do rangi celebryty i tak też się często czułam. „Hello, teacher!”, „Nice to meet you!”, What’s your name?”, które często słyszałam, idąc korytarzami szkoły, w pakiecie z dużym szczerym uśmiechem, zawsze gwarantowały dobre samopoczucie. W szkole w Chenzhou spędziłam 4 miesiące, wystarczający czas, żeby wypracować sobie metody pracy i żeby znaleźć z dzieciakami wspólny język. Parę dni przed wyjazdem, uczniowie żegnali mnie, obdarowując przeróżnymi prezentami: owocami (np. pomarańczą z napisem „here you are”), liścikami, kartkami z życzeniami, rysunkami i innymi równie rozczulającymi drobiazgami.

Przez 4 miesiące w Chinach zobaczyłam wiele niezapomnianych miejsc. Pekin, Hongkong, Guangzhou (Kanton), Park Zhangjiajie (inspiracja do scenografii „Avatara” Camerona) czy Xi’an, miasto z ósmym cudem świata – terakotową armią. Przeżyłam mnóstwo przygód, z których każda zasługuje na odrębną opowieść. Chodziłam do miejscowego kościoła, próbowałam nowych smaków, jadłam węża, żabę, czy, jak mi powiedziano, „wild animal living in the mountains and similar to a rat”. Parokrotnie przemierzałam uliczki swojego chińskiego domu, Chenzhou, na skuterze (w Chinach spełniającego też funkcję taksówki). Poznałam ludzi z różnych stron świata. Na Wielki Mur wspinałam się w sympatycznym meksykańsko-węgierskim towarzystwie. Zwiedzając Hongkong, czyli chiński Nowy Jork, polegałam na włoskim przewodniku a do Parku Zhangjiajie pojechałam z Tajwańczykami.

O swojej wielkiej chińskiej przygodzie mogłabym mówić godzinami. Nie będę oryginalna zachęcając tych, którzy mają jeszcze wątpliwości co do podobnego wyjazdu. Poza nowymi cennymi znajomościami, doświadczeniem życzliwości od wielu osób, poznaniem nowych miejsc i smaków, jest to bez wątpliwości cenne doświadczenie zawodowe i wspaniała okazja do doskonalenia znajomości języka. Co nieuniknione, podczas takiego wyjazdu doświadcza się różnych trudności i problemów, ale przezwyciężenie ich daje większą pewność siebie i wiarę w swoje siły. Podczas takiej przygody można się dużo dowiedzieć o samym sobie i jest to dla mnie bardzo cenna wiedza. Jeśli rozważasz taki wyjazd, ale się wahasz, wyłącz negatywne myślenie i zacznij działać. Gwarantuję, że się nie zawiedziesz!

 

Autorka: Marta Czyżewska

Czytaj również